Skawalker

CD HRP 9201 2, marzec 1992
MC HRP 9201 4, marzec 1992
- Call me Skawalker
- Track Me Down
- She Sounds Nice
- Thats It
- Ahead
- Give It To Me
- Don't Wanna Be Alone
- Island Of Grief
- No Way Is Straight Enough
- Where The Peaceful Waters Flow
Zachęcony pozytywnymi opiniami z USA o swojej solowej płycie "Skawiński", Grzegorz postanawia odłączyć się od Kombi i dalej realizować swoje rockowo - metalowe projekty. Owocem tych pomysłów jest płyta "Skawalker". Zawiera zarówno ostre kawałki z gitarą na pierwszym miejscu ("Call me Skawalker", "Track me down"), jak i ponadczasowe ballady ("Island of grief", "Thats it"). Wszystkie utwory, oprócz "Thats it" są śpiewane w języku angielskim. Ponadto (właściwie standardowo) na płycie znalazła się jedna kompozycja instrumentalna ("Where the peaceful waters flow"). Przy jej nagrywaniu skład Skawalkera był następujący: Grzegorz Skawiński, Waldemar Tkaczyk, Zbigniew Kraszewski i Piotr Łukaszewski.Ponadto, gościnnie udział wzięli: Rafał Paczkowski (ten, który współtworzył również płytę "Skawiński"), Artur Gadowski, Krzysztof Marzec, Wojciech Ziółkowski, Andrzej Krzywy.
Z płytą wiąże się bardzo smutna historia, mianowicie, kiedy muzycy byli w trakcie nagrań, mama Grzegorza bardzo ciężko chorowała. Grzegorz bardzo to przeżywał, było mu bardzo trudno nagrywać i ukończyć tą płytę. Po nagraniu wokalu do utworu "Island of grief" ("Wyspa smutku"), Grzesiek dowiedział się, że mama nie żyje. Na okładce ukazała się dedykacja: "In loving memory of my Mother".
» Recenzje płyty "Skawalker"
W Studiu S-4 w Warszawie Grzegorz Skawiński w lutym i marcu nagrywał materiał na swą drugą płytę, już solową, płytę. Do współpracy zaprosił Waldka Tkaczyka, Zbigniewa Kraszewskiego i Piotra Łukaszewskiego.
Za realizację i produkcję, podobnie jak przy pierwszej płycie, odpowiedzialny był Rafał Paczkowski.
Pierwszy solowy album zatytułowany po prostu "Skawiński" był wyraźnym odejściem od tego, co na co dzień Grzegorz wykonuje z grupą Kombi, był ukłonem w stronę rocka. Spotkał się z ciepłym przyjęciem fanów i bardzo pochlebnymi recenzjami, szczególnie w zachodniej prasie (m.in. w "Guitar Player" i "Guitar For The Practising Musicians").
"Będzie to płyta moich marzeń - mówi Grzegorz - muzyką, którą zawsze chciałem grać, muzyką najbliższą memu sercu, nawiązującą trochę do brzmienia z lat 70., przetworzoną przez moje wszystkie doświadczenia artystyczne i życiowe. Będzie to w pewnym sensie kontynuacja tego, co udało się nagrać na pierwszej płycie, ale wtedy była to dopiero przymiarka. Będzie to płyta całkowicie akustyczna, bez użycia komputerów.
Większość utworów skomponowałem sam, ale na płycie znajdzie się też instrumentalny utwór Rafała Paczkowskiego oraz kompozycja moja i Piotrka Łukaszewskiego. Słowa napisał Wojtek Ziółkowski, znany chociażby z mojego przeboju "Dziś tracisz mnie ostatni raz". Większość utworów zaśpiewałem po angielsku. Teraz dopiero też chcę pokazać, jak naprawdę gram na gitarze".
Słyszeliśmy fragmenty z tej sesji i rzeczywiście nowa płyta Grzegorza zapowiada się rewelacyjnie. Trzymamy kciuki!
Marek Sierocki
TYLKO ROCK, 11/1992
"Chef" Skawiński na pewno dobrze zna tajniki rockowej kuchni... Jest tu dziesięć utworów, które dobitnie potwierdzają przytoczone na okładce opinie zachodnich krytyków o jego gitarowej grze (przychylne, jeżeli mnie mój angielski nie myli). Skawalker proponuje nam obficie zastawiony stół standardowych dań à la "nouvelle cuisine de rock": mnogość smacznych, wypróbowanych riffów, synkopowanych niespodzianek, ostrych cięć rytmicznych.
Sprawdzone sosy rozległych pogłosów, lirycznych gitarowych wstawek i szalonych przebieranek palcami lidera. Przystawki złożone z efektów brzmieniowych à la Helikopter (Call Me Skawalker), strojenie radia (She Sounds Nice), morze i mewy (Island Of Grief) I jeszcze zakąski w postaci mocnych, chóralnych refrenów.
Ten bankiet hard rocka graniczącego z heavy metalem, złagodzony ewidentnym zacięciem melodycznym Skawińskiego, jakoś nie daje się strawić do końca. Wina chyba w zbyt jednorodnym stylu utworów, przeładowaniu środkami aranżacyjnymi i fakturalnymi... Chyba za dużo tu konkurujących ze sobą łagodnych i ostrych smaków.
Produkcja też pozostawia niedosyt: gitara ciągle na wierzchu, głos wtopiony w tło i
perkusja trochę za "miękka" jak na ten rodzaj kuchni. Preferowany we wszystkich - oprócz jednego - utworach język angielski jest niewyraĽny, niezdarny, psujący ostry smak wielu utworów.
I jeszcze jedno: gdzie ci bohaterowie Wojen Gwiezdnych?
KRZYSZTOF CELIŃSKI
GITARA I BAS, 1/1992
Nie jest to płyta zdecydowanie gitarowa, jednak właśnie ten instrument gra tutaj główną rolę. Ja i Grzegorz Skawiński znamy się od lat, czasem nawet bywamy przyjaciółmi, dlatego stojąc przed tak trudnym zadaniem dla mnie, jako recenzenta, muszę być bezwzględny i bezkompromisowy. Płyta zawiera 10 utworów, które według mojej opinii mają się następująco:
- Call me Skawalker - banalna melodyjka, reszta OK.
- Track me down - czadowy podkład, świetny wokal i tu się zaczyna współczesna rockowa gitara z zacięciem bluesowym. Niby normalny dowalający rock, ale jakiej klasy aranżacja. Jeden z najlepszych.
- She sounds nice - dużo patentów rytmicznych, zawieszeń, dodatki abstrakcyjne no i kopalnia brzmień gitary na bardzo skutecznym podkładzie. Trochę zbyt banalna linia wokalu, ale może o to chodzi.
- That's it - pomimo że tekst jest śpiewany w języku polskim nie powoduje to szczególnego zgrzytu w kontekście reszty. "Śpiewnie" napisane słowa po naszemu to rzecz piekielnie trudna, szczególnie gdy nie są banałem. Nie słyszałem też Grzegorza w KOMBI śpiewającego tak otwarcie i szczerze. Bardzo ładny refren z dyskretną partią syntezatora o szczególnie trafnie dobranej barwie.
- Ahead - nie lubię gdy wiem co będzie dalej. Słychać klasę sekcji rytmicznej. To taki kawałek spod znaku Scorpionsa, oprócz sola, które powala wszystkich znanych mi krajowych gitarzystów.
- Give it to me - wejście gitary, a potem coś czego nie cierpię. Zresztą posłuchajcie sami. Chociaż trzeba powiedzieć, że w tym stylu robią piosenki tacy fachmani jak Steve Morse czy Pat Travers.
- Don't wanna be alone - taki kawałek doskonale dowala na koncercie. Posłuchajcie bębniarza! Bardzo piękne zmysłowe solo gitary. Całość na najwyższym poziomie, nieosiągalnym dotąd w Polsce, również pod względem realizacji nagrania.
- Island of grief - dlaczego ten utwór nie jest na najwyższych miejscach list przebojów? Tego nie wiem. Bardzo piękna budująca melodyjka i dla wrażliwej panny i prawdziwego mężczyzny. Dla mnie to Nr 1.
- No way is straight enough - na początku mgła na gryfie, potem gęsta podziałka, w środku natchnione solo basu, no i oczywiście przedniej klasy solówka. Wszystko bardzo klarowne. Może materiał na przebój?
- Jedyna ballada instrumentalna na tej płycie. Zbyt uboga aranżacja. Dziwnie nagrane bębny, jakby z innego utworu, dziwi tym bardziej, ze kompozytorem w tym wypadku był sam realizator i współproducent tego materiału. Trochę nudne.
Wychodzi na to, że Skawiński gra doskonale. Dla niektórych głuchych to pewnie nowina. Nie jestem pewien czy Mr Grzegorz Skawalker do końca zdaje sobie sprawę, że jego gitarowe granie w większości wypadków jest na światowym poziomie, bez względu na to czy zaistniało w kawałku, który komukolwiek się podoba. Aha! Proszę nie mylić grania z komponowaniem. To najlepsze na tej płycie nie jest dla ludzi, tylko dla znawców. Wyjątek Nr 8 tylko potwierdza regułę. Świetna jest też gra, albo raczej rola jaką zagrał perkusista Z. Kraszewski, który dobrze rozumie swoje zadanie. Basista SKAWALKERA W. Tkaczyk miał zadanie najmniej atrakcyjne, ale to taka muzyka. Osobiście cienię najbardziej fachowość oprócz talentu, za który nie można stawać na piedestale automatycznie. Talent tylko zobowiązuje do ciężkiej pracy i właśnie dlatego fachowość wynikająca z lat praktyki i przemyśleń powoduje, że właśnie takie kapele jak SKAWALKER pod tym względem zwyciężają w tych naszych polskich zawodach rockowych.
Co drugi zespół zabiega o to, żeby jak to się mówi wyjść w świat. Nielicznym się to udaje. Nie wiem gdzie SKAWALKER obecnie koncertuje. Wiem, że ta kapela sprowadziła świat tutaj.
Krzysztof Jarkowski
To była prawdziwa muzyczna uczta. Doprawdy aż nie chce się wierzyć, że lider tej kapeli związany był z zespołem Kombi. Soczyste gitary Skawalkerowców potrafią zaspokoić nawet najwybredniejsze gusta. Również wokalnie Grzegorz Skawiński odnajduje się w ostrej rockowej stylistyce. Ostateczne brzmienie materiał ten zawdzięcza Rafałowi Paczkowskiemu - można stwierdzić, że swoją robotę wykonał na najwyższym światowym poziomie. Płyta ta udowadnia też, że muzycy, którzy do tej pory tworzyli w odmiennej stylistyce, potrafią dobrze zagrać ostrego, czadowego rockandrolla. Kiedy Grzegorz Skawiński opowiadając o tych dĽwiękach zdradził, że materiał ten najprawdopodobniej ukaże się również w Stanach Zjednoczonych i w dodatku ma tam szansę na sukces, nie chciało mi się wierzyć. Jednak dzisiaj, po wysłuchaniu Skawalkera, mogę powiedzieć "Kto wie? Być może..." Wypada jedynie im tego naprawdę szczerze życzyć.
Romek Rega
(Niestety nie wiem, gdzie i kiedy ukazały się dwa poniższe teksty, ani również kto je napisał - przyp. autora strony)
LP MIESIĄCA
"To będzie płyta moich marzeń" - już latem mówił Grzegorz Skawiński, nagrywając w warszawskim studiu S-4 materiał na swój drugi solowy album. Ten pierwszy spotkał się z niezwykle przychylnymi recenzjami w tak prestiżowych pismach, jak "Guitar player" i "Guitar For The Practising Musicians". Całkowicie akustyczny materiał nagrany bez komputerowego wspomagania "tętni" życiem już od pierwszego utworu. "Call me Skawalker" to wspaniałe otwarcie płyty - mocny rytm, świetne, błyskotliwe dolo na gitarze i melodyjny refren sprawiają, że ten utwór może stać się hitem.
Równie ciepło należy napisać o następnych kompozycjach. Materiał na tej płycie jest najwyższej klasy, bardzo przemyślany (rewelacyjny utwór instrumentalny na zakończenie). Słychać, że przed wejściem do studia Grzegorz and Co. doskonale wiedzieli jaką muzykę chcą nagrać. Najwyższe uznanie należy się Skawińskiemu kompozytorowi, wokaliście, a przede wszystkim - gitarzyście, który nareszcie pokazał jak potrafi grać na gitarze! Porównanie przez Mike Varneya z Guitar Player do Jeffa Becka i Joe Satrianiego nie jest wcale na wyrost.
(***)
Kombi było dla Grzesia epoką. Połową życia. I On sam nie ma zamiaru przekreślać tamtego czasu. Więcej, nie zarzeka się, że nigdy już z nimi nie zagra, nie zaśpiewa. Ale chciał, musiał założyć własną grupę. Skawalker już koncertuje, nagrywa, ma spore grono wyznawców. "Wróciłem do korzeni, zawsze byłem rockmanem, mam jeszcze sporo energii, żeby przeżyć tę drugą młodość." - zwierza się Skawiński, i z wielką satysfakcją prezentuje pierwszą płytę kompaktową "Skawalkera". Świetna. Ostra, wysmakowana, nie najgorzej nazywająca rozterki naszego czasu. Na pewno nie tuzinkowa.












